Polska i Galicja – wspólne korzyści

 
Aktualności
16 Kwiecień
12:33

Polska i Galicja – wspólne korzyści

Nie będę ukrywać, że inspiracją dla mojej publicystyki był materiał pt. Rewizja granic Maxa Kolonki z 11 grudnia 2013 roku, który to ukazał się w serwisie YouTube. Pan Kolonko chyba jako pierwszy poważnie podszedł do sprawy, chociaż w mojej ocenie niepotrzebnie zajął się jednocześnie Wilnem i Lwowem. To duży błąd. Wilno to osobna sprawa, kompletnie inna płaszczyzna działania niż Lwów. I o wiele bardziej skomplikowania. Skupmy się póki co na Lwowie i dawnych województwach tarnopolskim i stanisławowskim. Bo o tych obszarach mowa.

Max Kolonko słusznie stwierdził, że do odzyskania tych obszarów potrzebny jest klimat polityczny. I zachęta ekonomiczna. Mieszkańców tych terenów trzeba przekonać do Polski. Trzeba im jasno pokazać, że mogą mieć lepszą przyszłość, wzrost zamożności, spadek przestępczości i możliwość wyjazdów za pracą i lepszą przyszłością. Dla Polski zaś to przede wszystkim zwrot naszych historycznych ziem, w tym Lwowa, ale także możliwości inwestycyjne, niezagospodarowane obszary rolne i przy okazji dość dobrze zachowana infrastruktura. Trzeba to jasno powiedzieć, nie mówimy tu o terenach całkowicie zacofanych jak w Afryce. Pewne zmartwienia może budzić bieda tych regionów i konieczność ich doinwestowania, wielu niesłusznie porównuje to ze zjednoczeniem byłej NRD z RFN i wskazuje, że dla RFN to było przede wszystkim obciążenie ekonomiczne. Całkowicie błędne rozumowanie. Po pierwsze, wystarczy rzut oka na mapy, by stwierdzić, że tzw. Galicja to obszar dużo mniejszy terytorialnie niż była NRD. Po drugie, nie licząc Lwowa, to tereny z przewagą obszarów rolnych, rozwijanie tam przemysłu ciężkiego nie jest potrzebne. Wystarczy zająć się rolnictwem. Po trzecie wreszcie, otrzymujemy dobrze zachowane miasto bez zniszczeń wojennych, mowa tu o Lwowie. Lwów i infrastruktura miasta na początek potrzebowałaby sporej kosmetyki, czyli przede wszystkim polskie nazewnictwo ulic i polska administracja. Kto pierwszy chętny na prezydenta miasta?

Oczywiście sporym problemem na pewno byłyby mniejszości ukraińskie, lecz jak wspomniałem już na początku, tych ludzi trzeba do Polski najpierw przekonać. Pamiętajmy, że granice nigdzie na świecie nie są niezmienne. Jeszcze nasi pradziadkowie doświadczyli gwałtownej zmiany granic państw, urodzili się w Imperium Rosyjskim, przeżyli następnie II RP, okupację Trzeciej Rzeszy, PRL i przyszło im umierać w III RP. Nie bójmy się zaryzykować i działać na naszą korzyść. Ktoś powie, że potem Niemcy zachęcone polską polityką mogą sięgnąć po Szczecin lub Wrocław. Dziwne, że nikt nie martwi się tym, że i bez polskiej rewizji granic Niemcy też przecież mogą to zrobić! Co wtedy zrobić? No cóż, pokazać Niemcom środkowy palec, bądź co bądź Polsce należą się i Lwów i Wrocław i Szczecin. A jakby się dobrze zastanowić to może coś jeszcze w głąb Niemiec. Patrzmy na własny interes i nie stawiajmy się w roli prokuratora niemieckiego nad Polską.

Trzeba też pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. W wyniku takiego czy innego biegu dziejów ludzie mogą nagle zmienić zdanie. Według spisów ludności w samym Lwowie do narodowości polskiej przyznaje się ok 1% mieszkańców miasta. No dobrze, ale może gdyby realna stała się przynależność do Polski, nagle ten odsetek cudownie urośnie do 60%. Jak to możliwe? Bardzo łatwo, nie wiemy ilu mieszkańców Lwowa obawia się przyznać do polskiego pochodzenia (nie bądźmy naiwni, propaganda banderowska swoje robi), poza tym wielu Ukraińców może zwyczajnie wypiąć się na skorumpowany Kijów i skorzystać z okazji by poprawić swój byt jednocząc się z Polską.

Henryk Rothmann

Последние публикации

Популярные статьи